La nona ora – Maurizio Cattelan (1999)

tumblr_m6bapssmLW1r86p57o1_500Cattelan to artysta pełną gębą. Tworzy, jak przystało na postmodernistę, dzieła wybitne i niejednoznacznie. Jak sam przyznaje – jego zadaniem nie jest dawać odpowiedzi, tylko stawiać pytania. Jakież to pytanie postawił Cattelan tworząc La nona ora, swoją bodaj najbardziej znaną w Polsce rzeźbę?

W poszukiwaniu wskazówek interpretacyjnych, przyjrzyjmy się najpierw sylwetce artysty. Maurizio Cattelan uchodzi za prowokatora, choć sam twierdzi, że nigdy nim nie był. Jego prace często poruszają problematykę cierpienia i męczeństwa, podejmują problem śmierci. Cattelan próbuje wzbudzić w odbiorcy współczucie. Istotną cechą jego dzieł jest ich silny naturalizm, wierne oddanie rzeczywistości. Jest samoukiem (La nona ora tylko wymyślił, rzeźbę stworzył już kto inny), co czyni go ponoć wyzwolonym, wolnym od konwencji i presji. Nie krępuje się sięgnąć po najniższą sztukę – figury woskowe, które kojarzą nam się przecież z jarmarkiem bardziej, niźli galerią – aby wyrazić najwyższe doznania i emocje.

La nona ora, „dziewiąta godzina”: tytuł to oczywiste nawiązanie do godziny, w której wiszący na krzyżu Jezus wypowiedział rzekomo słowa „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”. Zwrócony ku niebu i przygnieciony meteorytem Jan Paweł II też zdaje się nad tym zastanawiać. Stary, zmęczony, dotknięty chorobą Parkinsona, nie przestał podróżować po świecie, aby dawać świadectwo wiary i miłości.  Warto zwrócić uwagę na pozę JPII – jest to kolejne odniesienie do Jezusa, tym razem jego drogi krzyżowej i upadków. Mimo wszystkich przeciwności, wciąż dąży do przodu, w kierunku, który obrał. Istotnym bez wątpienia jest kolor meteorytu – pozornie przypadkowa, kojarząca się z każdym kamieniem szarość, jest przecież symbolem apatii, zmęczenia, braku sił. Meteoryt uderza w papieża, który nie wypełnił jeszcze swojej misji – lecz czy może ona kiedykolwiek zostać wypełniona? A jeśli nie, to czy jest sens w podejmowaniu dalszych trudów?

Współczesna sztuka musi szokować – bo wtedy zmusza widzów do zatrzymania się, refleksji, przemyśleń. I kiedy już przetrawimy ten pierwszy szok, pozostają pytania – o granice ludzkiego bólu i męki, o oddanie i wierność swojej drodze. A odpowiedzi, które się pojawią, zależą już od człowieka, który czyta dane dzieło – artysta wszak umarł, nie ma go, cel i zamysł, jakie mu przyświecały, nie mają znaczenia: liczy się to, jak my zrozumiemy jego sztukę. To, co artysta chciał przekazać (jeżeli cokolwiek chciał) jest nieistotne.

Reklamy

2 comments

  1. Pingback: La nona ora – Maurizio Cattelan (1999) | SZTUKA.teria na wagę

  2. Pingback: Papież. Hitler. Słoń kux klan – made in Cattelan | SZTUKA.teria na wagę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: